O ty, anielski mój Zmarły!
Gwiazdy zgaszone przedwcześnie,
Oczy się twoje zawarły,
A takiś cudny, jak we śnie!...
- Narzekam, który boleśnie
Uczciłem zimne twe zwłoki -

(Nieznanej otchłani mroki
Rzucają śmierci kagańce...)

O losy, losy! Wybrańce
Życia ludzkiego odchodzą
Niby widmowi wędrowce,
A nim się inni narodzą,
Pełne już będą grobowce!...


O myśli moja! dzisiaj moje słowo
Świeci się barwą smutku lazurową.

Pieśń moja wzdycha, jak zdrój, co z opoki
Szczelin się sączy w pieczarze głębokiej.

I oto kładę ci na czole bladem
Ametystowy wspomnienia diadem.

Coś, jakby łkanie, ogarnęło łono:
To gdzieś, z dalekiej wieży zadzwoniono...

Wyjdźmy. Świat cały zmierzchem otulony:
Zerwiemy ciszy wiotkie anemony.

Pójdziemy, dwoje pamiętnych wędrowców,
Aż na duchową wyniosłość grobowców.

Tam życia dążą radości i żale,
Jak do wybrzeży morza - wszystkie fale

(Węglem smutku i zgryzoty - XIX)