Ja uwięziona w lochu
I smutna jak ballada,
Anielska lilia blada
Kwitnąca w mroku.

Nie widzę już błękitów,
Ni słońca, ni księżyca;
Zakryłam swoje lica,
Rodzica smętnych.

A czasu wciąż bezmiary,
Na mą zbolałą głowę
Długie godziny nowe
Sypią, jak popiół.

I legnę pośród prochu,
I skończę jak ballada,
I jako lampa blada
Zgasnę o zmierzchu...

O ty, co z życia zdroju
Pić idziesz rozkosz karła,
Przechodniu! patrz, już zmarła...
Może twa dusza?

(Węglem smutku i zgryzoty - XVII)


Odejdź ode mnie! Smętna jest biel ciała,
A dreszcze pieszczot są długą agonią -
Dusza już moja w objęciach konała

A jeszcze nad nią łzy oczy me ronią,
A jeszcze serce me krwawi okrutnie!...
Tak, dreszcze pieszczot są długą agonią...

Słoneczna przeszłość moja zgasła smutnie,
Świątynie myśli ciemność zamieszkała,
U stóp twych świętą pohańbiłem lutnię!

Odejdź ode mnie! Smutna jest biel ciała...

(Węglem smutku i zgryzoty - VI)