I na śmierci czekając przyjście, ległem w grobie...
Aż Głos:
"Iżeś ty jeszcze moc miał rzeknąć sobie:
Nikczemnym jest", Łazarzu! wyprostuj swe kroki
I idź! Oto rozedrę Słowem Moim mroki
I ich ciężkie łachmany, co skryły twą głowę.
I objawię ci wielkie strumienie ogniowe,
Abyś się w nich wykąpał i wyszedł bez zmazy
Na puszczę, gdzie pilnym bądź na Znak i Rozkazy

(Węglem smutku i zgryzoty - XXVI )


Ach, jak często się kończy hymn życia głęboki
Wykrzyknikiem cyprysów ciemnym, wśród cmentarzy!
Ach, jak często łka we mnie, kryjąc wstyd swej twarzy,
Smutna madonna pieśni tej nędznej epoki!

A jak tak ukochałem świetlane uroki
Wasze, o gwiazdy, lśniące, kiedy coraz szarzej!
A jam tak czcił, o słońce, moc twą, co się żarzy
Na niebiosach, by tryumfem ognia razić mroki!

A oto teraz światła trudnię się gaszeniem
I śniąc o białej magii wieczystych południ,
Uganiam się, smutny szaleniec, za cieniem...

Noc posępna w dziedzinach myśli mojej gości,
A dusza moja leży na dnie ciemnej studni,
Niby upadła gwiazda, łza nieskończoności!...

(Węglem smutku i zgryzoty I)