I ciepły jeszcze, purpurowy sznur,
Płynący z łona zranionego słońca,
Sączy się, cicho, po szczelinach gór,
O moje oczy! i już noc bez końca...

Z lękiem się kryje wszelki ziemi twór;
Serc przerażonych zamknęły się wrota -
I pustynia głucha zamieszkała dwór,
I rozpaczliwa w ciemności golgota...

Wiec na toż Ognia zdobyliście łup,
Złodzieje bogów, o Prometeuszu?
Oh! niechaj na zawsze wieczysty grób
Pochłonie nasze biedne ludzkie dusze!

(Węglem smutku i zgryzoty - XXII)


Odejdź ode mnie! Smętna jest biel ciała,
A dreszcze pieszczot są długą agonią -
Dusza już moja w objęciach konała

A jeszcze nad nią łzy oczy me ronią,
A jeszcze serce me krwawi okrutnie!...
Tak, dreszcze pieszczot są długą agonią...

Słoneczna przeszłość moja zgasła smutnie,
Świątynie myśli ciemność zamieszkała,
U stóp twych świętą pohańbiłem lutnię!

Odejdź ode mnie! Smutna jest biel ciała...

(Węglem smutku i zgryzoty - VI)