I ciepły jeszcze, purpurowy sznur,
Płynący z łona zranionego słońca,
Sączy się, cicho, po szczelinach gór,
O moje oczy! i już noc bez końca...

Z lękiem się kryje wszelki ziemi twór;
Serc przerażonych zamknęły się wrota -
I pustynia głucha zamieszkała dwór,
I rozpaczliwa w ciemności golgota...

Wiec na toż Ognia zdobyliście łup,
Złodzieje bogów, o Prometeuszu?
Oh! niechaj na zawsze wieczysty grób
Pochłonie nasze biedne ludzkie dusze!

(Węglem smutku i zgryzoty - XXII)


I na śmierci czekając przyjście, ległem w grobie...
Aż Głos:
"Iżeś ty jeszcze moc miał rzeknąć sobie:
Nikczemnym jest", Łazarzu! wyprostuj swe kroki
I idź! Oto rozedrę Słowem Moim mroki
I ich ciężkie łachmany, co skryły twą głowę.
I objawię ci wielkie strumienie ogniowe,
Abyś się w nich wykąpał i wyszedł bez zmazy
Na puszczę, gdzie pilnym bądź na Znak i Rozkazy

(Węglem smutku i zgryzoty - XXVI )