Hymny brzmiące w świątyniach, uroki ofiarne,
Szmery modlitw, lecące w gwieździste sklepienia,
Wszystko się krzywi, zmienia w wołania cmentarne,
W bluźnierstwa, krzyki, łkania, szerokie rzężenia!

Biada! biada! ma czaszka jest karczmą zbutwiałą,
Której szyld, uderzany wietrzana nawałą,
Jęcząc, dygocąc, woła gehennę zgłodniałą!

Szatany! wiedźmy! mary! pękają wierzeje!
A chuć jakaś okropna w powietrzu się chwieje,
A ma dusza, nie mając gdzie uciec, truchleje!

(Węglem smutku i zgryzoty XXIII)


Magiczne blaski i fantasmagorie,
Które w mej duszy palą się od Wschodu,
Tak szarzejące, kiedy mętne norie
Zawsze długim żalem, bez powodu!...

I zdaje mi się, że w zimnej fontannie
Jestem posągiem i tulę w uścisku
Boginię białą - a płacz, bezustannie
Na nas błękitny pada wodotrysku...

I nigdy dość łez, byśmy oboje
Mogli na zawsze zniknąć wśród ich toni!...
I wiecznie z wzrostem fal nowych łez zdroje
Płyną podlewać krwawy gaj Ironii...

(Węglem smutku i zgryzoty - IV)