A przede wszystkim ty, więcej pokory
W sobie na przyszłość miej. Nie bądź tak skory
Do wykrzykników: Słońce! Szczyty! Lazury!
Bo jeśli orłów mieszkaniem są góry,
To wiedz, że także są miejscem żałoby,
Na którym ludów rzesza stawia - groby...

(A gdyby ojciec twój miał tam swą trumnę,
Czybyś ty często szedł na wichry dumne?)

Patrz się na jezior spokojne zwierciadło:
Anielsko wierne odbija widziadło
Wysokich światów, a tak pełne ciszy,
Iż dusza twoja wyraźnie usłyszy,
Jak cicho szepczą, śląc wonne ofiary,
Śnieżystej lilii kwiat i nenufary...


Czarny mój okręt, żagle jego czarne;
Złośliwe morze wzdyma swą głębinę...
Niebo posępne, chmurami ciężarne -
Ale ja płynę!

Ostatni ląd mnie odepchnął od brzegu,
Ostatnią wyspę - ominąłem z śmiechem
A śmiech, odbity, grzmiał na fal szeregu
Szyderczym echem...

Płynę, aż wiry Magnetycznej Góry
Wciągną mnie w swoje czarnoksięskie wpływy:
Statku wiązania prysną, lecz z natury
Ja będę żywy,

Albowiem jestem z twardego żelaza!
- I śnić na dziwnej góry będę wierzchu,
I w zachwyceniu tam ujrzę Pegaza,
Krwawego zmierzchu

Od purpurowych dwóch skrzydeł ogromnych!
- Krzyknę! i wziąwszy w karb płomienne Zwierzę,
Ja, com był tutaj z włóczęgów bezdomnych,
W niebo uderzę!

(Symbole XXIII)