Czarny mój okręt, żagle jego czarne;
Złośliwe morze wzdyma swą głębinę...
Niebo posępne, chmurami ciężarne -
Ale ja płynę!

Ostatni ląd mnie odepchnął od brzegu,
Ostatnią wyspę - ominąłem z śmiechem
A śmiech, odbity, grzmiał na fal szeregu
Szyderczym echem...

Płynę, aż wiry Magnetycznej Góry
Wciągną mnie w swoje czarnoksięskie wpływy:
Statku wiązania prysną, lecz z natury
Ja będę żywy,

Albowiem jestem z twardego żelaza!
- I śnić na dziwnej góry będę wierzchu,
I w zachwyceniu tam ujrzę Pegaza,
Krwawego zmierzchu

Od purpurowych dwóch skrzydeł ogromnych!
- Krzyknę! i wziąwszy w karb płomienne Zwierzę,
Ja, com był tutaj z włóczęgów bezdomnych,
W niebo uderzę!

(Symbole XXIII)


O serce, serce! po co dzwonisz wciąż
Tak głośno? Bóstwo skonało w świątyni...
Z wyniosłych gmachów, patrz same ruiny,
A tylko Żebrak pozostał i Wąż...

Dokądże pragnień chmury krwawe mkną?
Azaliż ślepce ujrzą gwiazd mamidła?
Oh! niechaj Wielkich Orłów spoczną skrzydła!
Oh! myśli - niechaj nad głębiami śpią!

A dusza tęskna tak u raju bram!
Słońce w zenicie, góra w równinie
I strach, rzucony na istnień pustynie
Z oczu Łazarza, Prawdy twarz i kłam!

(Węglem smutku i zgryzoty - XXI)