Ach! któż mię oswobodzi od złych potęg nocy?
Jaki anioł, odwieczne pragnienie mej duszy,
Jednym swoim spojrzeniem szatany rozprószy?
Ach! któż mię oswobodzi od złych potęg nocy?

Oto trzeba już zdmuchnąć ten nędzny kaganiec,
Który smutną parodią dnia próżno mnie łudzi:
Wiem, że duch ów promienny nigdy się nie zbudzi
I oto trzeba zdmuchnąć ten nędzny kaganiec!

Wielkie morze ciemności! ciężkie, głuche fale...
Serce, krwawa orkiestra, gra hymn pożegnania...
Hej! na pokład! na pokład, myśli bez świtania,
I płyńmy przez posępne, głuche, ciężkie fale!

(Węglem smutku i zgryzoty XXIV)


O serce, serce! po co dzwonisz wciąż
Tak głośno? Bóstwo skonało w świątyni...
Z wyniosłych gmachów, patrz same ruiny,
A tylko Żebrak pozostał i Wąż...

Dokądże pragnień chmury krwawe mkną?
Azaliż ślepce ujrzą gwiazd mamidła?
Oh! niechaj Wielkich Orłów spoczną skrzydła!
Oh! myśli - niechaj nad głębiami śpią!

A dusza tęskna tak u raju bram!
Słońce w zenicie, góra w równinie
I strach, rzucony na istnień pustynie
Z oczu Łazarza, Prawdy twarz i kłam!

(Węglem smutku i zgryzoty - XXI)